Szklane domy – co Seweryn Baryka powiedziałby o dzisiejszej Polsce?

Szklane domy – co Seweryn Baryka powiedziałby o dzisiejszej Polsce? | Filip Prokop
Cezary Baryka z Przedwiośnia w podwójnej ekspozycji: zrujnowane miasto z przeszłości i współczesna panorama Warszawy z Pałacem Kultury – Czy to już szklane domy?
Publicystyka • Polska • Przedwiośnie

Szklane domy. Co Seweryn Baryka powiedziałby o dzisiejszej Polsce?

Cóż by dzisiaj powiedział Seweryn Baryka, patrząc na Polskę? Na ile udało się nam zrealizować ideę szklanych domów? Jest sucho, jest ciepło, jest nowocześnie, ludzie mają pracę, gdzie mieszkać i co jeść. Mógłby powiedzieć, że jesteśmy dość blisko tego ideału. Pytanie, czy dalej się do niego przybliżamy, czy może gdzieś po drodze pochopnie skręciliśmy na manowce…

Autor: Filip Prokop Data: 28 września 2026 Czas czytania: ok. 7–8 minut

Najważniejsze tezy

  • Dzisiejsza Polska – ciepłe mieszkania, praca, szpitale, drogi – jest sukcesem na miarę szklanych domów z „Przedwiośnia”.
  • Przekonanie, że „dobrze to już było”, powraca w każdej epoce, niezależnie od realnego poziomu dobrobytu.
  • System, rozwiązując kolejne problemy, tworzy nowe instytucje i regulacje, które z czasem mogą bardziej szkodzić, niż pomagać.
  • Ani rewolucja, ani stanie w miejscu nie prowadzą do celu – a im więcej mamy do stracenia, tym ostrożniej zmieniamy świat.
  • Nawet jeśli problemy trudniej dziś nazwać, warto stawiać pytania o kierunek, w którym zmierzamy.

Sukces ostatnich dekad

Na pewno mamy za sobą ogromny sukces ostatnich dekad. Myślę, że Cezary, wracając do dzisiejszej Polski, mógłby być zadowolony. Za nami długie lata zwane okresem pracownika, a więc — nieco przewrotnie mówiąc — władzy proletariatu. Może nie do końca ideowcy tak sobie to wyobrażali, ale na pewno znaleźliby tu wiele powodów do zadowolenia.

Całe pokolenia walczyły o to, żeby Polska odzyskała niepodległość po rozbiorach. Później, kiedy się to udało, komuna dusiła nasze możliwości. Jak widać, w narodzie był jednak taki zapał, że nikomu nie udało się go ostatecznie stłamsić. Jak tylko pojawiły się możliwości, wzięliśmy się z kopyta do roboty i pokazaliśmy, na co nas stać.

Lęk, że dobrze to już było

A jednak gdzieś czai się w sercu obawa, że to, co dobre, jest już za nami. Dobrze to już było, a teraz będzie tylko gorzej. Nie mówię tu nawet o wojnie czy konfliktach zbrojnych. Myślę o takim poglądzie, poczuciu, że pojedynczy człowiek czy mały przedsiębiorca stoi naprzeciw Lewiatana, systemu, i musi z nim walczyć, a przynajmniej się z nim zmagać.

Mamy świadomość, że całe pokolenia tworzyły okoliczności, system i społeczeństwo po to, żeby zażegnać nędzę poprzednich ustrojów. Starały się ułożyć wszystko tak, żeby większości żyło się lepiej niż kiedyś. Wiemy, że to właśnie ten wspólnie stworzony system dał nam mieszkania, szpitale, drogi i warunki do rozwoju. Niezależnie od tego, czy wydaje nam się, że odnieśliśmy sukces dzięki państwu, czy pomimo niego, przeszliśmy ogromną drogę od lat 80. i 90. aż do teraz. Bez tej organizacji, bez społeczności lokalnych, a w końcu bez państwa, nie byłoby to możliwe. Ale jakoś ciężko nam wznieść się ponad uwielbienie dla własnych osiągnięć i odnaleźć w sobie odrobinę uprzejmego docenienia tego faktu.

Zastanawiam się, czy jest to bardziej ciężar historyczny, taki odwieczny błąd poznawczy, czy jednak słuszna obserwacja, że dzieje się źle dookoła, a przynajmniej gorzej niż jeszcze niedawno. Czytając powieści i klasyków ubiegłych lat, jedna rzecz uderza mnie bardzo często. A mianowicie stwierdzenie, że obecne czasy są trudne albo dziwne, że młodzież już nie taka i zapewne sobie nie poradzi, no i oczywiście, że dobrze to już było. To mniemanie panuje niezależnie od czasów i okoliczności. Równocześnie jednak fakty są takie, że takiego dobrobytu jak obecnie nie było jeszcze nigdy. Jak więc te dwie rzeczy mogą iść ze sobą ramię w ramię, bez sprzeczności?

Co zobaczyłby dziś Cezary Baryka

Gdyby Cezary Baryka spojrzał dziś na Europę, zobaczyłby świat niemal nieporównywalny z tym, przez który sam przeszedł. Jego młodość przypadła na czas wojny, rewolucji, głodu, epidemii i społecznego rozpadu. Widział ludzi, dla których brak jedzenia, lekarstw, bezpiecznego domu czy pewności jutra nie był publicystyczną figurą, lecz codziennością. Dziś przeciętny Europejczyk żyje ponad osiemdziesiąt lat, podczas gdy sto lat temu w wielu krajach europejskich oczekiwana długość życia była o kilkadziesiąt lat niższa. Śmierć niemowlęcia lub małego dziecka, która w czasach Baryki była doświadczeniem stosunkowo częstym, dziś należy w Europie do rzadkości. Choroby, które wtedy potrafiły zabijać całe rodziny, obecnie są leczone albo kontrolowane przez system ochrony zdrowia.

Jeszcze większa zmiana dotyczy zwykłego życia. Ciepłe mieszkanie, bieżąca woda, kanalizacja, elektryczność, lodówka pełna jedzenia, dostęp do lekarza, szkoły i transportu są dziś dla większości Europejczyków czymś tak oczywistym, że przestaliśmy traktować je jako oznaki dobrobytu. Dla ludzi, których spotykał Cezary Baryka, wiele z tych rzeczy byłoby nie luksusem, lecz właśnie materializacją obietnicy szklanych domów.

Nie udało się zlikwidować wszystkich ówczesnych problemów do zera. A jednak trudno uciec od refleksji, że ten system, który współtowarzyszył naszemu rozwojowi i temu sukcesowi, który za oknem wyraźnie widać — ta Polska, bo tak nazywa się nasz system wywalczony i odzyskany po ponad stu latach niebytu — sam w sobie jest sukcesem na miarę szklanych domów.

Ta Polska, wywalczona i odzyskana po ponad stu latach niebytu, sama w sobie jest sukcesem na miarę szklanych domów.

Rosnący Lewiatan i szklane ściany

Więc skąd ten lęk, obawa, czarnowidzenie? Czy ten nasz system, w chęci pomocy biednym i potrzebującym, nie zapędził się gdzieś w kozi róg regulacji i norm, które dziś bardziej szkodzą, niż pomagają? Czy aparat, który miał służyć i pomagać w opresji, nie stał się sam obciążeniem, a momentami opresantem? Być może częścią problemu jest to, że system, rozwiązując kolejne problemy, tworzy nowe instytucje, regulacje i obowiązki. One zaś pozostają i nakładają się na siebie, nawet wtedy, gdy część powodów, dla których powstały, dawno już straciła na znaczeniu.

Być może więc obawiamy się, że wciąż rosnący Lewiatan kiedyś obali się pod własnym ciężarem i strzaska szklane ściany naszych domów. To, co w pewnym momencie mogło być pomocne i faktycznie dbało o ubogich i o wyrównanie szans, dziś w niektórych obszarach może zaczynać przeczyć samo sobie. Ale przez ogromny poziom skomplikowania już nawet nie umiemy do końca dostrzec, gdzie leży problem. W którym momencie koszty utrzymania systemu zaczynają przewyższać korzyści, jakie daje społeczeństwu? I czy w ogóle jesteśmy już w takim miejscu?

Biurko pisarza z rękopisem, wiecznym piórem i starymi książkami na tle wieczornej panoramy Warszawy z Pałacem Kultury – nawiązanie do Przedwiośnia Żeromskiego
Stare pytania „Przedwiośnia” na tle nowej Warszawy.

Lekcja „Przedwiośnia”: ani rewolucja, ani stanie w miejscu

Jednym z wniosków „Przedwiośnia”, według mnie, jest to, że ani rewolucja nie daje zamierzonych efektów i nie poprawia ostatecznie bytu najuboższych, ani status quo i stanie w miejscu nie prowadzą do żadnego celu. W dawnych czasach rewolucja była jednak o tyle prostsza, że biedni niewiele mieli do stracenia, więc łatwo ich było namówić na wizję lepszego świata. Dziś jest inaczej.

To, co jest naszym sukcesem, może paradoksalnie okazać się kluczem do naszej porażki. Dziś ludzie, posiadając własne cztery kąty, telewizor, pracę i lepszy lub gorszy samochód, zastanowią się dwa razy, zanim wyjdą na ulicę. Fakt, że mamy już wiele do stracenia, może skutecznie powstrzymywać część ludzi przed podejmowaniem działań naprawczych. Nie musi oznaczać bierności, ale z pewnością zwiększa ostrożność. Im więcej mamy, tym silniejsza staje się obawa, że próbując coś poprawić, możemy przy okazji utracić część tego, co już osiągnęliśmy.

To, co jest naszym sukcesem, może paradoksalnie okazać się kluczem do naszej porażki.

Historia wielokrotnie pokazała, że nigdy nie jest tak dobrze, żeby nie mogło być lepiej, ale gorzej też zawsze może być. Pytania o kierunek i środki prowadzące do celu pozostają więc zawsze aktualne. Być może właśnie to próbuje nam podpowiedzieć intuicja stojąca za tą odwieczną obawą o dzisiejsze czasy i przyszłe pokolenia. Ta obawa powraca w każdej epoce i w każdej epoce może być częściowo przesadzona, ale też nigdy nie jest całkowicie pozbawiona sensu.

Werdykt Baryków

Myślę, że dziś Seweryn Baryka mógłby stwierdzić, że udało się już wybudować wiele szklanych domów. Cezary zapewne patrzyłby na nie z większą ostrożnością i zastanawiał się, czy kierunek, w którym dalej zmierzamy, rzeczywiście prowadzi tam, gdzie chcielibyśmy dojść.

Seweryn Baryka przy zabytkowym biurku patrzy przez okno na nowoczesną Warszawę o zmierzchu – napis Czy to już szklane domy?
Czy to już szklane domy?

Tu nasz bohater zapewne by się strapił. O ile za jego czasów wiele problemów wymagających rozwiązania było dość jasno widocznych, o tyle dziś nawet ich właściwe zdefiniowanie nie jest już takie proste. Tym trudniej byłoby mu wydać werdykt, jakie działania należy podjąć, aby nie utracić tego, co już osiągnęliśmy, a jednocześnie utrzymać pozytywny kierunek dalszych zmian.

Nie powinno to jednak powstrzymywać ani jego, ani tym bardziej nas od stawiania tych pytań. Nie są to łatwe zagadnienia, ale jako społeczeństwo wielokrotnie udowodniliśmy już, że potrafimy urzeczywistniać rzeczy, które wcześniej wydawały się znacznie trudniejsze.

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *